Reklama
  • Wtorek, 22 grudnia 2015 (13:33)

    Pierwsza miłość. Hubert Urbański - czarny charakter

Jego bohater to bezwzględny drań. – Ta postać jest dla mnie wyzwaniem – mówi Hubert Urbański. – Mam nadzieję, że zagości w serialu na dłużej.

Reklama

Dołączył Pan do obsady „Pierwszej miłości” jako nowa postać, Damian Skowronek, człowiek...

... którego nie chcielibyśmy mieć za sąsiada (śmiech).

Jest aż tak zły?

Nie ma ludzi do końca złych. W nim też można odnaleźć pokłady jakichś uczuć, trochę poczucia humoru, trochę ironii, ale nie będę ukrywał, że generalnie to lepszy z niego drań i cwaniaczek.

Prowadzi interes lichwiarski – udziela ludziom tzw. „chwilówek”, skądinąd bardzo dziś powszechnych, a potem ściąga należność ze zbójeckim oprocentowaniem. Całe Wadlewo siedzi u niego w kieszeni!

Wadlewo, w którym dorastał.

Mało tego, był grzecznym chłopcem, służył do mszy, stąd jego znajomość z księdzem proboszczem (Włodzimierz Matuszak). Poczciwy kapłan będzie chciał teraz pogodzić zwaśnione strony, miejscowych dłużników, skuszonych niby to atrakcyjną ofertą i bezwzględnego egzekutora, w jakiego zmienił się jego były ministrant.

Niestety, w swej naiwności pogorszy tylko sprawę, nieświadom twardych zasad, którymi rządzi się świat biznesu i tacy ludzie jak Damian Skowronek.

Ta rola nie przysporzy Panu sympatii widzów.

Czy to ja pożyczam ludziom pieniądze na procent? (śmiech) Z aktorskiego punktu widzenia sytuacja jest wymarzona. Uosabiam kogoś, kto elektryzuje, prowokuje i budzi emocje.

Do tej pory kojarzył się Pan tylko pozytywnie, jako sympatyczny prezenter i gospodarz programów rozrywkowych. Zamienia się Pan w aktora?

Na odwrót. Najpierw byłem aktorem. W 1994 roku ukończyłem warszawską PWST, ale w trakcie robienia dyplomów zgłosiłem się na konkurs radiowy i udało mi się zakwalifikować – najpierw do radia, potem do telewizji i tak to poszło.

Nie szukałem pracy w zawodzie, dopiero w ostatnich latach poczułem chęć, by sprawdzić się w czymś, w czym się wyedukowałem. Zachętą była zwłaszcza rola pułkownika Skotnickiego w „Czasie honoru”.

Zacząłem chodzić na castingi, wracam „do korzeni”.

Rolę w „Pierwszej miłości” ma Pan z castingu?

Nie, akurat tę propozycję dostałem bezpośrednio od Niny Terentiew.

Gwiazdorski kontrakt?

To Pani powiedziała! (śmiech) Ja to traktuję w kategoriach wyzwania, któremu staram się sprostać jak najlepiej.

Jak przyjęła Pana ekipa?

Pławię się w przemiłej atmosferze, jaka tu panuje. Wciąż chce się tam wracać, choć przyznam, że podróże na trasie Warszawa-Wrocław, gdzie kręci się serial (pokonuję ją czasem kilka razy w ty godniu!), bywają męczące. Jednak nie czuję tego, wchodząc na plan.

Jak długo Damian Skowronek zagości w Wadlewie?

Chciałbym jak najdłużej. Kończymy pracę nad bieżącą transzą. Co będzie dalej? Sam chciałbym wiedzieć. Myślę, że w dużej mierze zależy to od widzów, czy „kupią” tę postać i będą chcieli dalej śledzić jej losy i relacje z innymi bohaterami.

Rozm. Jolanta Majewska-Machaj

Tele Tydzień

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.